Strona:Jan Łada - Ostatnia msza.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

spoczęły już tam, skąd niema wygnania; czterysta lat naszych dziejów, dziejów Kościoła i narodu... karta za kartą zapisywał to wszystko biały starzec płomiennemi zgłoskami, na zawsze, w myślach i sercach słuchaczy. Ach! oni już teraz będą wiedzieć, będą pamiętać, czem był ten klasztor, oni pamięć o nim przekażą w pokolenia dalekie, gdy w murach jego wróg obierze siedlisko i Imię Pańskie z nich zetrze!
A teraz — zwrócił się do nas.
Niedobry, okrutny ojcze Wincenty! Niedość miałeś męki, jaką przechodziłyśmy dotąd! Trzebaż ci było rany nasze rozkrwawiać i niby żelazem gorącem wypalać, trzebaż było zedrzeć z nas sztuczną skorupę pozornego męstwa i postawić przed Bogiem i tymi wszystkimi ludźmi w całej naszej nędzy i niemocy, w całem tchórzostwie serca i złamaniu woli, w całem rozdarciu biednych, zbolałych dusz naszych!
— Do was teraz ostatnie moje słowo, ostatnie latorośle bujnego niegdyś drzewa, co tyle kwiatów niebu przyniosło, tyle cienia i owocu tej ziemi biednej, ukochanej. Do was się zwracam, siostry moje, ciężko dotknięte prawicą Bożą, zwracam się z pożegnaniem i błogosławieństwem. Błogosławię was na gorycze tułactwa wśród obcych, na tęsknoty wygnania, na nędze i opuszczenie i pogardę ludzką, na ofiarę z tego wszystkiego, czego nawet za kratą wolno pragnąć, co nawet serce Bogu poświęcone może na tej ziemi miłować. Błogosławię was za pracę całego życia, za jego modlitwy i zasługi, za obecne łzy wasze, za gorycz i ból tej godziny. Idźcie w pokoju! Oto was żegna dom ten cichy, uświęcony cnotami tylu zakonnych pokoleń, dom, co młodość waszą przygarnął, co był świadkiem Bogu oddanego żywota, co miał patrzeć na ostatnią żywota tego godzinę! Oto was żegna ta świątynia, oblubienica wasza, ukochanie serc waszych, powiernica rozmów waszych z Panem... Ach! On także wraz z wami ją opuszcza, wygnany jak i wy! Żegna was ta ziemia wasza święta, rodzona, w której spocząć chciałyście po znojach życia. Obce dłonie ziemią cudzą przesypią wasze szczątki, i nie zaszumią