Przejdź do zawartości

Strona:Jadwiga Marcinowska - Z głosów lądu i morza.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

Przedzielona jest przez dwa wielkie filary; prawa część należy do katolików, lewa do greków.
Panuje tu mrok.
I spokój.
Cisza, w której się tai głos dosłyszalny natężonemu sercu.
Tutaj objawił się światu szczyt bólu.
Zdawałoby się, że wobec tego wszystko inne powinno zmaleć do szczętu.
Ale krzyż ma ramiona, które się wyciągają ażeby objąć świat, a zaś z onego czynu ongi dopełnionego na Golgocie wypływa na nasz „padół“ taki ogrom litośny i takie gorąco braterskiego współczucia, jakiego nigdy przedtem ni potem nie mogło być i nie było.
I zapewne to jest przyczyną, że tu, w tem miejscu, i najdumniejsze serce nie mające łez swych dla siebie, może głęboko roztajać na krótką chwilę...
Ale nie to najważniejsze.
Chrześcijaństwo stwierdziło i uświęciło indywidualną wartość człowieka, ogromne bez wyjątku znaczenie każdej duszy. Jest to rzecz doniosłości nieprzemierzonej. Zasłabo to rozumiemy; zamało żywimy się tem wszystkiem, co ztąd wypływa.
Jednym z przedziwnych pokarmów, którebyśmy brać z tego mogli, jest poczucie nienaruszalności dostojeństwa ludzkiego.