Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w Boga wierzy, ratujcie! Bąk idzie! rozbójnik Bąk idzie! Ot! ot! już przyszedł! z takim wielkim ostrym nożem przyszedł! Hu! hu! hu! hu!“ Gwałt się zrobił i rwetes; jednakże paru mężczyzn poznało się wnet na żarcie i ci śmiechem huknęli, co wylęknionych uspokoiło. Niebawem znowu rozmawiać, a nawet śpiewać zaczęli.
Tylko stary Mikuła z osłupiałą uporczywością wpatrywał się w przyległy sobie punkt izby. Przed chwilą, gdy Aleksy huknął: „Bąk idzie!“ gość zatrząsł się całym ciałem i jak miną podrzucony zerwał się z miejsca... Kij, który między kolanami trzymał, w ręku mocno ścisnął i ku drzwiom się rzucił. Ale prawie zaraz wybuchnął śmiech parobków, oznajmujący, że słowa Aleksego obecni za żart poczytali. Przybyły zatrzymał się i do odejścia wciąż się mając, chwilę jeszcze zmąconemi oczami po izbie wodził, aż wzrokiem spotkał u ściany siedzącą nieruchomą postać starca.
Stary rękę do czoła podniósł i gwałtownie zaszeptał: „W imię Ojca i Syna“.
Potem ręka jego powoli w dół osuwać się zaczęła, aż fajka wysunęła się i na ziemię upadła. On tego nie spostrzegł.
„Jezu Chryste“, — zaszeptał znów i cały naprzód pochylony, patrzył na twarz, która z przeciwnej strony izby na niego patrzyła i coraz podobniejszą stawała się do maski tragicznej, chudej, wynędzniałej, żałością niezmierną, niby wewnętrznym łkaniem, wstrząsanej. Wykrzywione jej usta były silnie zawarte, a jednak przemawiała ona, wyraźnie do starego przemawiała: „Tatulu, czy poznajecie mnie? Oj, tatulu, przypomnijcie sobie, jaki ja kiedyś był i zobaczcie, jaki ja teraz“!...
„Jezu Chryste najmiłosierniejszy, zmiłuj się nad nami!“ — szeptał stary.
Głowa nad beczką, w powietrzu jakby zawieszona, powoli trząść się zaczęła, powiekami ku staremu Mikule mrugając: „Nie żyć mnie z tobą, tatku, nie żyć mi w tej chacie, gdzie chleba nigdy nie brakuje i ludzie w zgodzie żyją... Przypadkiem jam tu przyszedł, i niewytrzymał, taj do chaty