Strona:Jadwiga Marcinowska - Eliza Orzeszkowa, jej życie i pisma.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siebie brzmiący głos Aleksego, który zawołał: „A o Bąku nie słyszeliście tam czego, po świecie chodząc, ha?“
„Wszyscy umilkli, odpowiedzi ciekawi, ale i gość przez dobre pół minuty milczał. Potym spokojnie odpowiedział: ,Czemu nie słyszałem? Słyszałem. Cały świat teraz o nim tylko gada“.
Tu rozmowa znów powróciła do sprawy Bąka. Podróżny parokrotnie się zdradził. „Każdego człowieka nieszczęście spotkać może i żadna matka nie wie, kogo na rękach swoich kołysze...“ — mówił z goryczą.
— „Każdego nieszczęście spotkać może, spokojnie i powoli odezwał się Mikuła, ale taki najgorszy, który drugiego człowieka ubije“.
— „Najgorszy! najgorszy! powtórzył podróżny, a wiecież wy, panie gospodarzu, że najgorszość czasem blizko, oj! jak bliziutko najlepszości leży... I żeby nie zdarzenie jakie... możeby zamiast tej najgorszości była najlepszość“...
Tak mówił i nie mógł się we wzburzeniu, czy w bólu swoim uspokoić.
Dotąd wszyscy w milczeniu zaciekawieni i zdziwieni słuchali mowy jego zuchwałej i namiętnej... Ale Aleksy dłużej już milczeć nie mógł. — „Ej! Ej! — zawołał, — cóś wy zanadto bronicie rozbójników!“
Gość wyprostował się znów i młodemu chłopu w same oczy spojrzał. „Oj! oj! — z szyderstwem w głosie i poruszeniem głowy odpowiedział; — w ciepły kożuch wlazł i kontent, że mu dobrze! A nad takim, z którego i skórę zaraz zedrą, żadnego już politowania mieć nie trzeba?“
Stary Mikuła fajkę od twarzy odjął, krzaczyste brwi zsunął i twardo, krótko, srogo, wymówił:
— „Nie trzeba“.
Możnaby myśleć, że dwa te wyrazy gościowi w twarz rzucił i że ten uderzenie ich poczuł, tak szybko całym ciałem zwrócił się ku staremu i tuż przy nim usiadł.
A usiadłszy, zapytał: „Panie gospodarzu, a co z waszym Jaśkiem słychać?“
— „Z jakim Jaśkiem?“ — szorstko odrzucił stary.