Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 4.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została skorygowana.


przód zostało. Tu mieszkał on krótko z Elżbietą, tu poznał Barbarę, tu spędził krótkie szczęście swoje, tu ją pochował wołając, że niewdzięczna Polska kości jej mieć nie będzie!
Pamiątki przywiązały go do tego miasta na zawsze, Wilno odtąd stało mu się ulubionym pobytem, ukochanem schronieniem. O krok od zamku był grób Barbary, a choć wesele brzmiało nie raz na Krzywym grodzie, przebijać je musiało wspomnienie dwóch zmarłych kobiet, zawsze przytomnych pamięci królewskiej. Za panowania Augusta czarodziejsko wzniosła się Litwy stolica. Zamek opuszczony na Swintoroha, rozszerzył się, zajął domy sąsiednie i wystarczyć nie mógł mieszkańcom. Do niego przylgnęły puszkarnie, obok poczęły się wznosić mury kościoła nowego Św. Barbary, przeznaczonego na grób Elżbiecie i Radziwiłłównie. Zamek dolny więcej naówczas obszernością swoją niż wspaniałością zastanawiał. Kilka ogromnych dziedzińców otoczonych gmachami o trzech, dwóch i jednem piętrze zalegały przestrzeń wielką, łącząc się z katedralnym kościołem, z górnym zamkiem i zamkową ulicą. Po nad dachy Krzywego grodu wystawała wysoko latarnia na wieżycy, świecąca żeglującym na Wilii, stroma góra z arsenałem i gruzami kościoła sw. Marcina stanowiła tło obrazu. Dalej ciemniały wzgórze Trzykrzyżskie i zarośla Antokolla.
Wielkie komnaty zamkowe teraz już stały pustką, dwór z nich uciekł, kilkunastu sług i straży pilnowali tylko zamku. Nic w nim wewnątrz uderzającego, prócz biblioteki królewskiej i czarnej sali. Czarna sala, o której pisze Górnicki, na pamiątkę zapewne żalu po stracie Barbary pociągniona suknem tego koloru, była