Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Zygmuntowskie czasy Tom 3.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


franciszkana od Bony otrzymał), zabawiał się z nim poufale (Lismanin lubił bardzo grać w piłkę), ale schwytać Włocha na słówku, na piśmie, na najmniejszej oznace odszczepieństwa, nie było można. Skrycie reformator, pozornie był katolikiem; a choć wszyscy wiedzieli o konferencjach w Aleksandrowicach, nikt złapać tam ich z p. Karnińskim i innymi spólnikami nie mógł.
Tymczasem Lismanin wybierać się począł do Włoch, wysłany przez Bonę dla powinszowania wstąpienia na stolicę apostolską Pawłowi III, a wieść niosła, że Maciejowski obawiający się powrotu Lismanina, papieżowi go wskazał jako niebezpiecznego człowieka. Lismanin zawsze szczęśliwy dowiedziawszy się o tem podobno od Stanisława Karnkowskiego, podróżującego po Włoszech, nie dał się złapać.
Aż i Franciszek Stankar przybył do Polski, wezwany dla nauki języka hebrajskiego w akademji krakowskiej przez samego Maciejowskiego, nic o jego sposobie myślenia niewiedzącego na nieszczęście.
Położenie Lismanina, coraz krytyczniejsze, stawiąc go jako mnicha pod władzę bezpośrednią duchowieństwa, z drugiej strony uzyskana już przez nowowierców bezkarność, — natchnęły wreszcie myślą zrzucenia maszkary i pokazania jawnie kim był. Nie czekając więc dłużej, Franciszek Lismanin, do zguby za sobą wciągając kilku jeszcze słabych towarzyszów zakonników, zrzucił suknię mniszą i przyłączył do wyznawców nowej wiary.
Miasto zerwania z nim wszelkich stosunków, Zygmunt August nie przestał wywłokę okrywać swoją opieką; owszem zdaje się nawet że Lismanin począł na ówczas serjo myśleć o nawróceniu króla i że nie inszy