Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Z życia awanturnika.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

stary, od doktorowéj podowiadywało się dużo ludzi, rozlazło się to szeroko, bo każdy twojej historji ciekawy. Otóż... posłuchaj. Prezes powiada, że po wyjeździe nieboszczyka ks. Zakliki, pani prezesowa opamiętawszy się podyktowała ten akt woli ostatniéj, a jest tu na kanoniach, kapelan, ksiądz Lacki, który z Zakliką jeździł, i da w potrzebie świadectwo, iż prałat wyjechał dopiero po śmierci za kilka godzin... Chyba — by więc nieboszczka zmartwychwstała...
Teodor drgnął. — Na miłość Boga, mój profesorze, tak, aby nikt a nikt o tém nie wiedział, wyrób mi księdza Lackiego świadectwo, urzędowe, pod przysięgą kapłańską.
— Nic łatwiéjszego, sam mi się z niém po cichu ofiarował... ale — sza!!
Znowu tedy rozpromieniała nieco twarz Teodora, ale już nie dowierzał, aby mu się prezesa zwyciężyć udało... Ucałowawszy staruszka, poszedł do panny Toli, która tegoż dnia przysłała prosząc, ażeby pieniądze swoje odebrał, gdyż nazajutrz na wieś wyjeżdża, i rada by się pozbyć depozytu. —
Teodor mówił sobie po drodze, iż ją pożegna... a gdyby nawet szczęśliwie się skończyć udało — nie będzie się jéj narzucał, złamany, ostygły, zszarzany nędzą, którą doznał. Nie czuł się jéj godnym. Silniéjszy obietnicy Kudełki, ale nie weselszy wszedł do mieszkania Toli. —
Czekała go tu wcale nie miła niespodzianka, w salonie na kanapce rozparty wygodnie siedział hrabia Maurycy. Przed laty widywał go Murmiński, nie sympatyzowali nigdy z sobą, w rzadkich spotkaniach unikali się instynktowo czując, że sobie są nieprzyjaźni.
Teodor wszedł oznajmiony wprzódy — Tola kilka kroków wystąpiła przeciw niemu i powitała głośno. —
— Bardzo panu dziękuję, że przychodzisz, bom koniecznie chciała mu dziś złożyć depozyt... myślę na wieś jechać jutro — miasto jest nieznośne...
Hrabia bardzo nie znacznie skinął głowa przychodniowi, i odebrał takiż ukłon niedostrzeżony. —
— Ja także znajduję miasto w porze letniéj du-