Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mówią, a ja powiadam: nemo felix, nisi patiens.
Było rzeczą niepojętą, że znając komornika z jego zapału do kobierca, zręczna jaka kobiecina już go w swe sieci nie złapała. Winien to był może temu, iż najpiękniejsza wdowa i rozwódka nie nęciła go, obawiał się i powtarzał przysłowie z czasów jeszcze pana Paska:
„U wdowy chleb gotowy, lecz nie dla każdego zdrowy!“
Przepowiadałem mu, znając jego usposobienie, że skończy na ożenieniu z piętnastoletnią bosonogą pastuszką na wsi.
Śmiał się.
— Ale ba?! — odpowiadał — a coby było potem jakby znikł urok lat piętnastu a została — prosta baba od gęsi.
I głową potrząsał. Miał już z tych idealnych konkurów, dość długo trwających, wyrobione doświadczeniem pewne aksyomata nie do pogardzenia.
W tych czasach, gdy jeszcze jak motyl latał od domu do domu za świeżo z pensyi wyszłemi panienkami, straciłem go z oczów. Następne przygody pana Jana Alberta Gozdawy Pampowskiego są mi już wiadome tylko przez wspólnych znajomych, którzy mi je z opowiadań jego i osób wchodzących do nich, szczegółowo później odmalowali.
Po wyjeździe moim z Warszawy, komornik ciągnął dalej niezmienionym trybem dawne swe życie. Niektóre mamy, choć nie znajdowały go nazbyt dla córek ponętnym i pożądanym, mówią, że potajemnie jednak zasięgały informacyj w Płockiem o stanie hypoteki. Okazało się, iż wioski miały na sobie lekką pożyczkę towarzystwa kredytowego — i nic więcej. Posądzano nawet Pampowskiego o skórki baranie, gdyż kupony u niego widywano.
Z tem wszystkiem to właśnie, co w przekonaniu komornika miało go uczynić miłym i powabnym, najwięcej od niego odstręczało. Matki, osoby doświad-