Strona:Józef Ignacy Kraszewski - W starym piecu.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się po ulicach, aż mnie dawna opiekunka przekupka poznała i namówiła do siebie. Towarzysz mój, łajdak wielki, już mnie po pijanemu wybił parę razy, porzuciłam go z ochotą, zabrawszy co miał grosza. Przekupka mi ułatwiła, żem się dostała jako statystka do teatru! Tu byłam w swoim żywiole... piękność moja uderzała wszystkich.
Stary urzędnik bogaty zabrał mnie ztąd i wywiózł do Odessy, najprzód zaniedbane wychowanie chcąc nagrodzić choć spóźnioną nauką. Wziął do mnie guwernantkę, w której znalazłam przyjaciółkę i towarzyszkę. Francuzka przechodziła różne koleje, była niegdyś piękną, życie spędziła burzliwie. Nauczyłam się od niej wiele, dopsuła mnie do reszty.
Ona pierwsza ułatwiała mi oszukiwania mojego opiekuna, który się przywiązał do mnie. Była pośredniczką w intrygach, które dla niej podwójną przynosiły korzyść, bo ją bawiły i zbogacały.
Życie płynęło bardzo wesoło... aż nadto. Stary oszukiwany, przebaczał ciągle, myśmy się śmiały. Zachorował wreszcie i — umarł, bez testamentu. Rodzina przybyła natychmiast, mnie chciała wygnać z domu, alem sobie potrafiła ująć synowca, który wziął moją stronę i z małem wyposażeniem wyprawił do Warszawy.
Mahońskiego znałam jeszcze gdym była statystką w teatrze, dawna to przyjaźń. Bywał u mnie na poddaszu!
Mówiła prędko, z goryczą, urywanemi słowy, oczyma przenikającemi mierząc komornika, który bladł i dręczył się, słowa nie mówiąc.
— Masz tedy moje dzieje, piękne dzieje! dodała śmiejąc się, i ty, poczciwy dobry człecze, miałbyś podać rękę do ołtarza takiej jak ja??
Rozśmiała się szydersko.
Pampowski był na mękach. Otarł pot zimny z czoła, milczał, patrzał na nią. Ta istota, która powinna była wydawać się zwalaną i znękaną życiem z jakiem walczyła, cudem jakimś stała przed nim świe-