Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Tułacze tom I.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


I szedł na święte kraju werbowanie,
Ten de profundis z ciemnego kurhanu
Na trąbę wstanie!


Gdy to mówił, zajaśniały mu oczy i ręce podniósł do nieba.
— Tak jest z nami, dodał — tyś wolny, bo nie przysiągłeś jeszcze... myśl i czyń wedle sumienia, albowiem stawszy się raz rycerzem Bożym, jak my woli swéj mieć nie będziesz...
— Jam już poprzysiągł w duszy... zawołał Karol — a świadkiem miałem Boga... ślubowałem i nie cofnę, się...
— Niech ci Bóg błogosławi, ja odciągać nie będę... rzekł pułkownik.
Czemuż ta nasza miła Polska, to gniazdo stare świętych i męczenników, więcej takich jak ty nie miały? Ale jad i zarazę wpuszczono w jéj łono, wygaszono ogień święty, wytrzebiono dzieci jéj...aby za rzezańców służyły niewiernym.
Wiarę w Boga i siebie, to ognisko, przy którém grzaliśmy się wieki — zalano umyślnie...a głównie jego rózńieśli na cztéry wiatry.
Ale piorun Boży rozpali je na nowo...
Zamilkł, i była chwila smutnego rozmysłu dla starca, który ocierał oczy — a wesela dla