Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Stary sługa tom I.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   34   —

powiem, o co cię zechcę spytać? Ty nie wiesz, że ja tu pan?
Żyd tylko ramieniem rzucił i usta oddął pogardliwie, ale Boikowski tego nie zobaczył.
— Czemuś mi mojej baryłki nie nalał? hę?
— Bo wódki tyle tylko mam co na szynk? jutro Benjamin pojedzie, to i baryłka będzie.
— A co mnie do tego, wiele u ciebie wódki! mnie moje o każdym czasie być powinno. Słyszysz? — pytał, widząc, że żyd nie odpowiada.
— A słyszę.
— Żeby mi baryłka była dziś jeszcze wieczorem w Zaborzu.
— Nu, to będzie.
— Tak! pilnuj się! ty wiesz, że ja tu mogę wszystko, ja tu pan.
— Nu! a paniż co? — zapytał trochę szydersko Juchim.
— Pani — śmiejąc się odparł Boikowski — pani u mnie w kieszeni; ja co chcę to robię.
— Nu, to panu, chwała Bogu! dobrze się dziać powinno? — rzekł dalej rozmowę ciągnąc żyd.
— Zdaje się.
— A pan myśli i robi, żeby to dobrze się skończyło?
— Ja? oszalałeś czy co?
— Pan myśli, że my nie rozumiemy co to za facjenda z Kalanką?
Porwał się z ławy z niejakim przestrachem ekonom, wlepił oczy w żyda zdziwiony, pomięszany i dodał:
— Co ty pleciesz?
— On pana nie darmo hołubi, ale w końcu zobaczycie, że się oszukacie.