Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/302

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    co mówić. Sumienie nie pozwalało mu ani bronić Płockiego, ani ręczyć za człowieka, którego znał egoizm i przewrotność, ostrożność nie dozwalała potępiać, Werndorf milcząc, oczekiwał na odpowiedź...
    — Mów pan, proszę, naglił, znasz go lepiéj odemnie... Oszukałem się więc, mając go za uczciwego człowieka?
    Piętka domyślał się już całéj sprawy po przyspieszonéj podróży, wiedział o knowaniach podstępnych Płockiego, lecz obawa jakaś i wzgląd na siebie samego zamykały mu usta. Piérwszy raz w życiu uczuł się w sprzeczności z własném sumieniem i twarz jego okryła się rumieńcem wstydu.
    — Stawisz mnie pan w istocie w położeniu bardzo przykrém, odezwał się, walcząc z sobą. Znam Płockiego oddawna, ale nie mogę sądzić o jego postępowaniu, nie wiedząc bliżéj okoliczności, a nawet znając je, wahałbym się z sądem...
    — Stajesz więc pan w jego obronie? podchwycił Werndorf... jest to bardzo szlachetném z jego strony. Lecz proszę posłuchaj i osądź.
    Wyjeżdżając stąd dla poparcia moich planów, wymagających zatwierdzenia, wcale nie byłem pewny, że i mój współzawodnik w tę samą podróż się wybiérał... Nie myśląc wcale o nim, idąc jak najprostszą, otwartą drogą do celu, rozpocząłem starania. Mam tam przyjaciół i stosunki oparte na długich latach doświadczenia. W kilka dni po przybyciu mojém, uczułem, nie wiedząc kto i jak,