Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/18

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    rze... Jestem przekonaną, że będzie żyć skromnie i oszczędnie...
    — Ale tak... — przerwał dyrektor egzaminujący obraz, jakby wychodząc nagle z zadumy. — Kucharza zatrzymał starego i wcale przyjmować pono nie myśli...
    Po ustach wielu osób przebiegł uśmieszek nieznaczny...
    — Ja tego nie pochwalam — dodał pewien szambelan łysy stojący z tyłu. Noblesse oblige, wielkie domy powinny stać na odpowiedniéj stopie, zwłaszcza gdy środki starczą, winny to sobie i krajowi.
    — Ale mój szambelanie — odezwała się hrabina, wyciągając swe koronki — kawaler młody, po co mu dom? Nie potrzebuje się dobijać o nic, bo wszystko ma... a chce zapewne rozpatrzéć się naprzód w towarzystwie, nim w nim stanowcze miejsce zajmie...
    Alons, c’est donc un voyage des decouvertes, qu’il entreprend, — szepnęła złośliwa pani z podwiązaną brodą.
    Wyrazy te rzucone widocznie z zamiarem, by zawarty w nich dowcip został oceniony, nie miały jeszcze czasu wywrzéć wrażenia na słuchaczach, gdy szmer cichy dał się słyszéć w pokojach; umilkło potem wszystko, kroki męskie tylko ozwały się w pierwszéj salce, i w świetle lampy ukazał się młodzieniec..., którego i gospodyni i goście jéj ze szczególną skwapliwością witać poczęli. Hrabina z koronką uśmiechnęła mu się, podając rękę, pani