Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/66

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Widziałem ją, rzekł sucho.
    — A cóż?
    — A! bardzo ładna panna... ale — z góry na świat patrzy...
    — Na świat, bardzo dobrze — byle nie na ciebie... mówiła matrona. Panna Hanna pochodzi z pięknéj familii, a po babce starościnie i ojcu weźmie kilka milionów...
    — Jeśli się ojciec nie ożeni — dodał Herman.
    — Ale cóż znowu? il n’est plus jeune.
    — A jemu zdaje się, że nie stary...
    — Sam macierzysty majątek ogromny i panienkę bardzo chwalą.
    Herman zamilkł.
    — Proszę cię, miéj to na uwadze...
    Nadchodzący pan Paprzyca, obywatel wiejski, człowiek wielce poważny, przerwał rozmowę. Panna Złocińska, widząc się niekoniecznie potrzebną przy kanapie, wyśliznęła się ku oknom, gdzie wkrótce potém Herman poszedł jéj coś szepnąć.
    Paprzyca młody jeszcze... przystojny mężczyzna, siadł zaraz przy hrabinie, która się nieco przysunęła do niego... Wiedziała z reputacyi, że to był człowiek którego posłuchać warto... Dla całéj okolicy stanowił on wyrocznię, słynął z rozumu, drudzy mówili z przebiegłości. Sama twarz niewiele była obiecująca, ale chłodny rozsądek i zimną rachubę dobrze z niéj widać było. Cechą główną charakteru i przekonań szanownego Paprzycy było rachowanie się