Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pokażecie mi może tysiące takich, których o nic obwinic nie można, lecz są takie plamy, między człowiekiem a Bogiem tylko ukryte, których ludzkie nie dopatrzy oko, które w środku siedzą jak robak w owocach, i gryzą.
Często są to tylko myśli, które zwalały dusze, częściej słowo, czasem chęć uczynku, czasem uczynek, — lecz uczynki i słowa karze prawo ziemi, ukarane ścierają się i zmyją powoli; ale wola i myśl zostawszy w głębi duszy, wala całą duszę; takie myśli i chęci ma każdy, najczyściejszy człowiek: Cenobici na pustyni wśród modłów, kobiety czyste jak anioły wśród najniewinniejszego życia, dzieci które złego nie znają. Szczęśliwy, kto zapomni; biada tym, co je pamiętają; myśl dziecka będzie starca prześladować na łożu śmiertelnem.
Któż mi teraz odda młodzieńczą świeżość myśli i uczuć, to dziedzictwo duszy, które raz się tylko ma i traci; kiedy czyste usta, serce, myśli niepokalane, godnemi są jeszcze wszystkiego, co ziemia ma najczyściejszego, najmniej ziemskiego; kiedy nam się zdaje, że poleciawszy do nieba, moglibyśmy wyżyć pokarmem aniołów, śpiewem, modlitwą, światłem, wonią i miłością! potem, o potem grzechy nasze jak ciężar ogromny, ciągną nas za nogi do ziemi, a gdy myśl do nieba i aniołów uciecze, widzim w sobie, żeśmy już niegodni zasiąść do tej uczty niebiańskiej,