Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cia, — wołał Gustaw. — Wino szczęście! w winie jest drugi świat, w winie odbija się świat poety, jak w wodzie wasz świat ludzie, wina, wina!!
I pił, pił, i usypiał! — a w koło siedzieli ludzie czerwoni, z pozamrużanemi oczyma, z pospuszczanemi głowami, i słychać było ich chrapanie. Bo Gustaw nie mógł pić sam, jak wszyscy pijacy z rzemiosła, zbierał przyjaciół kielicha, żeby się nimi więcej jeszcze niż napojem odurzyć. Późno w nocy po cynicznych pieśniach, kłótniach, po żartach bez sensu, po śmiechach zimnych bez przyczyny, usypiali wszyscy snem ciężkim ponczu i wina, a gdybyś wówczas zajrzał w te siedm głów dymiących, znalazłbyś w nich krążące w śnie myśli, tak dziwne, jakich nigdy świat trzeźwy po dniu nie zobaczy.
W jednej z nich było grono kobiet z kielichami tańcujących na beczce, — a piersi ich były nagie i wzdęte, oczy zapalone, uśmiech szatański, uśmiech kielicha próżnego do butelki!
Po drugiej chodziły wory złota na nóżkach bronzowych z główkami sfinksów, i mruczały brzękiem swoim złotym, i błyskały sobą, i rozwijały jak paw wielkie ogony z dukatów tkane.
W trzeciej była uczta na drzewie między gałęziami, a drzewo rosło na wodzie, a woda płynęła w ogniu, a ogień palił się na ziemi.
W czwartej był pogrzeb tańcujący i wesele smutne, — szły psy z zapalonemi świecami