Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Poeto! na cóż ci było,
Rodzić się na ten świat?
Żeby wzdychać za mogiłą
Wiele nieprzeżytych lat.
Kiedy z oczyma w niebie,
O Bogu nucisz i duszy; —
Chcą, żebyś myślał o chlebie,
Pieśń twoja ich nie poruszy;
Oni żądają od ciebie,
Nie pieśni, nie myśli nieba,
Tylko złota, tylko chleba!

O! na cóż rodzić się było,
Synu bólów, cierpień dziecię,
Twój świat jest za mogiłą,
Twój świat nie na tym świecie.

Jeśli porzucisz lemiesz i pług twojej roli,
Jeśli słowem nakarmić zechcesz dusze ludu,
Świat ci uczyć i śpiewać, dumać nie pozwoli;
Bo nie zna słów potęgi, ani myśli cudu.

Dla ich duszy i ciała jednej strawy trzeba,
Tylko złota, tylko chleba!
Podaj im jedną ręką tajemnice światów,
Podaj im myśli wielkie o Bogu i niebie;
A w drugiej trzymaj tylko nędzną garść dukatów,
Za złoto cię uwielbią, — za myśl przeklną ciebie,
Bo w tym ludzkich twarzy tłumie?
Któż bratnią duszą poetę zrozumie?

O! na cóż rodzić się było,
Na cóż się rodzić poecie?...
Jego świat jest za mogiłą,
Jego świat na innym świecie!