Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żywe i wesołe! — Trzeba uciekać — powiedziała sobie — z tego spokojnego domu, od mego Gustawa, od tylu pamiątek, od takiego szczęścia. Uciekać... i dokąd?... Rodzice mnie nie przyjmą... nikt nie zna! pójdę jednakże... bo trzeba, żeby Gustaw był szczęśliwy!... I znowu płakała, nie mogąc się rozdzielić z tym domem, do którego ją przywiązały pierwsze dni pożycia z Gustawem, w którym już myśl jej wysłała gniazdo na całe życie, z którego trzeba było uciekać, nie mając dokąd!




XV.
Córka, ojciec i matka.

Bracia się mnie zaprzeli, matki mej synowie,
Ten cudzoziemcem i ów mnie zowie.
Kochanowski, Psałterz. CII. LXIX.

Kiedy Gustaw powrócił do domu, Marji już nie było; wyszła nie wiadomo dokąd sama jedna, piechotą, nic z sobą nie wziąwszy, jak nic prócz serca nie przyniosła. Biedna! nie rozumiała poety, ale rozumiała poświęcenie... poszła do domu, do matki.
Wieczór był, gdy znużona drogą z pokaleczonemi nogami usiadła, patrząc w oddaleniu na dom rodziców, ogród, kasztan znajomy i te