Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Za nicże liczysz, mówi ciało, chwilę teraźniejszą, chwilę, w której będziesz istotnie używał? Wolisz więc łatać poszarpaną suknię twoją przez tę chwilę, w której byś mógł połknąć tyle istotnych rozkoszy? Nareszcie jeśli twoje ofiary wszystkie są tylko dla imienia i sławy, jesteś samolub. — Wyrzekasz się ciała, a czynisz jak ono czyni, słuchasz jego praw. Jesteś prócz tego głupi, bo imię ginie niechybnie i ginie prędko. Ty tej sukni twojej poświęcisz życie, a przyszłe wieki przypatrzywszy się jej krojom, obejrzawszy ją, uśmiechnąwszy się nad nią, rzucą w błoto, lub śledząc szwu, rozedrą. — Tak mówi ciało do człowieka, szydzi z jego pracy, aby go od niej oderwać, spotwarza cele, aby odstręczyć, pokazuje przyszłość jak otchłań teraźniejszości, która cię ze wzgardą odepchnie; pokazuje że ta nauka, w której żyjesz, małym będzie pożytkiem dla świata, że po twoich kościach i krwi zapiekłej idąc następni mędrcy, nie zechcą nawet wyznać, że się wznieśli bohaterską ofiarą twojego życia, kośćmi, krwią i mózgiem twoim wykarmili. Pokaże ci ciało tę przyszłość, od której czekasz nagrody, i świat pokaże ci sędziów twoich w ludziach, którzy cię rozumieć nie będą, którzy dla uszycia swojej, podrą twoją sukienkę; którzy myśleć będą, że wiele uczynili dla ciebie, jeśli dwa razy wspomnieli imię twoje. Pokaże ci ludzi, od których czekasz sławy,