Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


prawił i Janek na kułakach wysadzony znalazł się za owém czarodziejskiem kołem świateł i wesela, wśród ciemności i pustyni.
Jak sen przeszło widzenie, znowu iść musiał daléj.
Ktoby pomyślał że Janek widząc noc nadchodzącą, nabrał rozumu i spieszył za radą ojca do klasztoru, może i miał ochotę to uczynić, ale w tym gwarze zdurzył się i wmawiał w siebie, że kiedy tylu ludzi nie śpi, noc być jeszcze nie może, tylko się tak sobie ociemniało. Idzie więc znowu ulicą, ale wzdychając za owym światem, którego ujrzał był trochę, a z którego tak rychło go wygnano.
Idzie, idzie, idzie, idzie, co krok cuda... Tam w powietrzu pali się lampa, niewiedzieć jaką zawieszona sztuką; stanął opatrzéć jak to tam wsi, zaczepił się znowu, koń go potrącił, zabolało, ustąpił... Tam znowu ujrzał przy jasnych jakichś, białych, świecących kulach, jakby księżyce w pełni wyglądających, a nic do łojowych świéc nie podobnych... dziwny sklep jakiś, w sklepi! cuda! Janek się do drzwi zbliżył i stanął jak wryty. Liczy w głowie ile to wszystko koszto-