Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zapewniły jej zwycięstwo nad wszystkiem, co w sferę jej wchodziło.
Potrzeba tylko uwierzyć w siebie, a ludzie skłonią głowy posłusznie...
Nie mając ani piękności, ani nawet szczególnego wdzięku, który ją często zastąpić umie, tą tylko przybraną dystynkcją i elegancją wyszukaną zastępowała, co jej brakło — urodzenie, imię, fortunę, znaczenie, wszystkie siły i środki, które innym często do niczego nie służą, bo ich użyć nie umieją. Ona z tą odrobinką ideału, jaką jej niegdyś wydzieliła natura, udając niby wyższą istotę, potrafiła się za nią przedać i zostać powszechnie uznaną za godną sfer najwybrańszych.
Nie mając zbyt wybitnego pozoru komedjantki, była to skończona artystka w swoim rodzaju.
Zamiłowanie we francuskim tonie, w manierach paryskich, we wszystkich właściwościach wyższego towarzystwa europejskiego czyniło polskie panie wielbicielkami tej kobiety, która doskonale słabość ich wyzyskiwać umiała. Raz podbiwszy kilka wpływowych a słabych kobiet, w chwilach znudzenia umiejąc z pewną oryginalnością rozbudzić wyżytego księcia, zyskała pani de Vauban stanowisko odrębne, dziwne, którego dwuznaczności widzieć i rozumieć nie chciała. Świat nie miał nic do zarzucenia, bo go zuchwalstwo tej osobliwszej istoty, naiwny jej cynizm i obojętność na opinję — rozbrajały.
Zostawszy raz królową tego podbitego w chwili nieopatrzności świata, nie dopuszczała się już zdetronizować. Było to prawdziwe arcydzieło polityki i zręczności.
Ks. Józef, jeżeli kiedy był nią zajęty, to na krótko, rozczarowany i ostygły oddawna znosił już tylko tę towarzyszkę, która jego obojętności widzieć nie chciała. Patrzała na wszystko przez szpary, byle móc dłużej grać swą rolę królowej.
Im słabszą dla niej okazała się społeczność polska, tem ona stawała się względem niej zuchwalszą i więcej wymagającą, ufając, że nikt nie będzie mógł ani