Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wszystkiem. Uważała go niejako za opiekuna przez ojca jej wyznaczonego.
Jednego dnia po pogrzebie, na znak szczególnego faworu swego, hrabina de Vauban, wedle swojego zwyczaju (bo tym sposobem wszędzie oddawała wizyty), podjechała pod kamienicę, posłała bilet i kazała do siebie do drzwiczek karety wywołać panią wojską Czeżewską.
Największe panie naówczas, hołdując Francuzicy, dającej sobie tony królewskie, schodziły tak nieraz do jej powozu na rozmowę, nie śmiejąc delikatnej jejmości narazić na fatygowanie się po schodach i zmiany temperatury, które jej szkodzić miały!
Wojska także musiała posłuszna zejść na zawołanie, opowiedzieć jej jak się miała Sylwja, ukłon, pozdrowienie i kondolencję zanieść dla niej, wysłuchać westchnień i szeptów hrabiny, za honor sobie poczytując, iż w obliczu całej Warszawy zaszczytu takiej rozmowy poufnej dostąpiła.
Sylwja, staraniem troskliwych lekarzy, którzy ją na chwilę nie opuszczali, ze stanu gorączkowego przeszła w rodzaj prostracji i apatji, która zwolna miała ją do zdrowia przeprowadzić.
Tak się przynajmniej spodziewano.
Nie odstępując jej Grabski musiał tymczasowo zająć smutne mieszkanie na dole po nieboszczyku i tam, gdy mógł, odpoczywał.
Noga mu była naprzykrzoną wielce, szczególniej z powodu, że ciągłego opatrywania potrzebowała.
Jednego rana doktór przyszedł do niego i zastał bardziej niż zwykle podrażnionym i niecierpliwym. Zaledwie go zobaczywszy w progu, Mieczysław się odezwał:
— Kochany konsyljarzu! mówiliście mi, przypominam to sobie, że ranęby prędzej zagoić można, pocóż ją umyślnie trzymacie tak, nie dając się jej zabliźnić?
— Abyś pan później na nią nie cierpiał — odezwał się doktór.