Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/95

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    parłem, — to stara prawda, kochany doktorze, ale ostateczności nie dowodzą: z nich sądzić się nie godzi o wszystkich. Zwyczajne kobiety stoją w pośrodku.
    Doktór zamilkł.
    — A co dziwniejsza, — dodał, — że te święte i zacne nigdy nie wzbudzają tak silnych uczuć w ludziach, jak najmniej godne miłości i szacunku.
    Czułem już do czego szedł, i serce mi przeczuciem bić zaczęło; a doktór dodał po chwili;
    — Ot naprzykład ta Halka, co to za święta i zacna istota!
    Spojrzał mi w oczy zimne i w nich znalazł potwierdzenie.
    — Jakto ona pana pilnowała w chorobie! — dodał.
    Milczałem.
    — To nie tak jak ta wasza ubóstwiana hrabina, — dorzucił, ruszając ramionami.
    — A cóż to pan masz przeciwko tej hrabinie, — zawołałem zrywając się z łóżka, — dla czego to mówisz o niej? Ona ma obowiązki, ma zajęcia!
    Doktór zażył tabaki, powoli ją wciągając z jakąś miną znaczącą.
    — No! no! uspokój no się waćpan, — zawołał, — ja nic nie mówię przeciwko hrabinie, tylko się pytam waćpana jakbyś sądził o kobiecie, która rzuca chorego przyjaciela w obcej stronie, korzystając z jego stanu, i pozwala dlań narażać się na fałszywą pozycję, na podejrzenia, na tłumaczenia złośliwe złych ludzi, niewinnej, świętej, pełnej litości istocie?
    — Mów pan wyraźniej, nie lękaj się, — przerwałem, — co się stało, co się dzieje?
    Doktór ujął mnie za rękę.
    — Męztwa, — rzekł, — nie ma co kłamać dłużej. W pierwszych dniach choroby twojej, hrabina do Włoch odjechała ze dworem swoim, a Halce pozwoliła zostać przez litość przy tobie. Rozumiesz to waćpan teraz?
    W tem wszystkiem, co mówił, uderzyło mnie najwięcej, że hrabiny nie było. Niezmierna ofiara Halki, jej ciche poświęcenie się anielskie dla obojętnego czło-