Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


prawe i część oficyn dwór pana i gościnne pokoje przyjaciół jego i rezydentów. Uderzyła mnie dotąd niewidziana pańskość tego gmachu, dworu, i prawie monarchiczna stopa życia. Oboje hrabiostwo żyli tu wcale inaczej niż w mieście, a choć w poufałych stosunkach z sąsiedztwem, zajmowali jednak widocznie stanowisko, które feudalizmem jakimś trąciło. Uprzejmi nadzwyczaj w salonie, stracili tradycję owej starej gościnności naszej, która przybyłego uważając za posłańca Bożego nie żegnała go u drzwi, ani witała u progu, ale z nim razem szła aż do granic, wybiegała przeciwko niemu, i troszczyła się zarówno o pana, sługi jego i konie. Tu przyjmowano po miejsku, stawiano w nieopalanych pokojach, a lokajom potrzeba się było za najmniejszą rzecz opłacać, lub cierpieć od nich co chwila jakieś upokorzenie. Gość miał wprawdzie wiele wolnego czasu, niby na wzór angielski zjawiał się tylko w pewnych porach w salonie, ale po za jego ścianami nikt się nim nie zajmował. Hrabia i tu prowadził życie całkiem odosobnione, miał swój dwór, sługi, kuchnię nawet, powozy, konie, kamerdynera, a stosunek jego z hrabiną był czysto tylko dobrego sąsiedztwa i przyjaźni stosunkiem. Najczęściej widywali się przy objedzie, jeżeli hrabia nie jadł wcześniej lub osobno; schodzili się wieczorem, a i tu nawet każde z nich w swojem kółku oddzielnem się obracało.
Hrabina nie wiele odmienne od miejskiego wiodła życie, nieustannie otoczona, zajęta ludźmi coraz nowymi, potrzebująca błyszczeć, łakoma oklasków, nienasycona kadzideł. Prawie zaraz z nami przybył w tropy doktór Ferreti, dla którego niezmierną cześć, przyjazń i poszanowanie okazywała, potem mój sędzia, baron niemiecki, lew-kuzynek i jeszcze kilku mało znaczących admiratorów. Łatwo pojąć, że wszyscy ci wielbiciele zjadali się oczyma, zazdrościli sobie, i gotowi byli pójść na noże; lecz nieporównana hrabina ze zręcznością nadzwyczajną w tej menażerji swojej umiała pokój utrzymać. Była też spójnia, co ich wszystkich wiązała: cześć i uwielbienie dla Laury, której chwałę śpiewali chórem.