Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czytaj ks. Leonie Ewangelię, czytaj Ewangelię, umiłuj Chrystusa, a gdy ci się oczy odsłonią ażebyś wejrzał w serce Jego... nie będziesz mnie potępiał...
Widocznie unikając dalszej wielce drażliwej rozmowy, Kanonik poszedł do swojego pokoju po brewiarz i z nim wysunął się ku zwykłej uliczce cmentarza, po której chodząc odmawiał modlitwy.
Ks. Leon przostał w ganku, zadumał się... oczy jego zwrócone ku pałacowi dostrzegłszy właśnie ciągnące drogą ku niemu ekwipaże. Domyślił się zapewne że przybywała dziedziczka... Przodem szła amerykanka, dalej kareta poczwórna, mała karetka, kocz i bryka... Wszystko to z wielkiem klaskaniem batów i trąbieniem pocztarskiem wtoczyło się w dziedziniec pałacowy... i znikło.
Ks. Leonowi oczy zajaśniały, zatarł ręce i żywym krokiem pobiegł ku wikaryi.
Pałac Skwirskich zbudowany w XVIII w. nosił na sobie wszystkie cechy jego smaku wykwintnego do zbytku; nie bez wdzięku może, ale nadto wyszukanego i rozkwieconego. Skwirscy żyli na dworze Saskim i służyli obu Augustom, pierwszemu w jego nieskończonych miłostkach, drugiemu w niezmordowanem łowiectwie, dzieląc obu upodobania w przepychu i elegancyi — pałac też ich przypominał budowy drezdeńskie, salony Moritzburga i pałace Brühlowskie. W głównych apartamentach coś później poprzerabiano i dodano, w bocznych szczęśliwi byli właściciele, gdy smak do rokoko powracać zaczął, iż oryginalne jego próby posiadali. — Pałac pozostał rokoko. Począwszy od frontu na którym poczepiane były wazony, amorki, kwiaty kamienne, boginie, perło-