Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


grosz, dobry jest, wiele nim pożądanego i dobrego uczynić można... ale nie mieć innego celu w życiu, i to tak za młodu, nad robienie grosza — fałszywy kierunek... To owa mythologiczna beczka Danaid do napełnienia. A no — dość, dość, bo ja cię chcę kochać a nie sprzeczać się z tobą. Wy dzieci waszego wieku, biedne, biedne jesteście...
Słońce się chyliło ku zachodowi... ksiądz Piotr przypomniał sobie wieczorny brewiarz i poszedł szybko do sąsiedniego pokoju, wynosząc go z sobą już rozłożony na nieszpornem nabożeństwie.
— Przepraszam cię, muszę mój brewiarz odmówić... zatem do zobaczenia... pochodzę w ciszy moich starych drzew na cmentarzu i pomodlę się...
Już zchodzi z ganku, gdy się jakby myślą poruszony odwrócił.
— Widzisz — rzekł — co to między nami za różnica... ty się pewnie uśmiechasz z tej mojej regularnej, do godziny przywiązanej modlitwy, wy tego także nierozumiecie, że dusza ciągle spętana tego życia kałem i prozą, potrzebuje pokarmu modlitwy, godziny, w którejby się podniosła wyżej ku nieśmiertelnym rzeczom... Hygiena duszy, mój doktorze, wymaga tego... jest to jakbym z dusznej izby wyszedł na świeże powietrze...
Uśmiechnął się do milczącego Julka i żywym krokiem poszedł, otwierając blizką furtkę na przyległy cmentarz pod kościołem.
Julek zamyślony, podparty na łokciu, siadł na ławce, oczy wlepił w miasteczko, które ztąd prawie całe widać było i zadumał się.
Niedano mu jednakże długo tu pozostać samemu... Drożyną od miasteczka wiodącą szedł powoli mężczy-