Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 141 —

znaczone, idą do powszechnej skarbony, dla najpilniej potrzebujących dusz czyscowych, gdyż nic przepaść nie może...
Kapucyn głową kiwał potwierdzająco.
— Gdym Polaka powracającego ujrzał — mówił Zanaro — utwierdziłem się jeszcze w mniemaniu, iż czeka nas rozwiązanie jakieś straszliwe... Miał na czole wypisaną śmierć i niedolę. Chłopcu też jego nie lepiej się działo. Pchnięty był nożem z rozkazu Wittoriniego, ledwie się wyskrobał, a dzieweczka od niego i od ojca uciekła i skryła się... Słuchajcie panowie, tu się dopiero poczyna pełna cudowności przygoda krwawa i łzawa.
Zanaro otarł pot z czoła... upajał się widocznie mową własną.
— Naraz zabity kapitan Zeno powraca i zmartwychpowstaje! Znowu zły znak... upiór z drugiego świata widocznie... za zabójstwo jego schwytany Toro, ścięty na placyku pod czerwonym słupem graczów... początek rozlewu krwi... Ale to jeszcze nic... nic... ecco! słuchajcie! Ów szczęśliwy małżonek Polak, ukochany Cazity, poczyna schnąć w oczach, usychać, więdnąć jak drzewo podcięte, jak ryba wyjęta z wody... i najniespodzianiej kona... ecco! Młoda małżonka oddaje się niepomiernej żałości... ludzie wszyscy prorokują jej śmierć... Rzuca nieboszczykowi włosy obcięte... nader zły znak, którzy wszyscy mają za dowód przywiązania, a jest wróżbą rozbratu... włosy bowiem, mawiał Beroni, mają w sobie siłę rozprzęgającą... Chłopak, który był sierotą pozostał po Polaku, szaleje po nim... całe dni i noce spędza płacząc na mogile swojego pana na Lido... jak pies wyje po nim i łzy leje... Napróżno stary Nani stara się go uspokoić, pocieszyć...
Przechodzi czas jakiś; boleść żony Polaka, młodej i pięknej Cazity, powoli się uśmierzać zaczyna. Mówiono zrazu, że miała wstąpić do klasztoru, ale ja wcześnie szeptałem, patrząc na jej wcale ładną twarzyczkę, że raczej do zakonu Adama i Ewy jest przeznaczona... Dodajcie, iż Polak kapitana długi popłacił, a signora Lippi uchodziła za wcale majętną wdówkę.
Po pewnym czasie umiera kapitan, ojciec Cazity, która pozostała sam na sam ze swą ciotką Anunziatą. Pogrzeb mu sprawili, nie można powiedzieć, wspaniały, a godny patrycjusza. — Ale wdowa i sierota w żałobie poczęła się z ciotką pokazywać na odpustach... cała w czerni, co jeszcze podnosiło jej wdzięki. Młodzież za nią szalała... Zobaczył ją widocznie w kościele, choć rzadko do kościołów uczęszczał, ten bałamut Vitorini, który córkę Naniego z domu rodzicielskiego wykradł, a raczej odbił w drodze, gdy ją do klasztoru wieziono. Zakochał się...
Powoli przyszło bliższe poznajomienie się, podobanie, aż i projekt małżeństwa... ecco! słuchajcie...