Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 128 —

dzili strachu, bo wierzyła w duchy, to jej do okiennic pukali nieraz... że nieboraczka świecę po północy zapalać i do różańca uciekać się musiała.
— Żebym ja miał rozum — kończył poufale rozgadując się Maciek, byłbym ja ludzi dosłuchał... Taż to proszę jegomości, stręczyli mnie wszyscy Kachnę, kowala córkę, tę, co potem poszła słyszę do miasteczka za stolarza, a była dziewczyna niczego, prawda, takich bestyjskich oczu nie miała, ino siwe, spokojne, co jak się popatrzy, to człowiekowi jakoś jakby na sen się zbierało, ale porządna, stateczna i pobożna... I ojciec, słyszę, nie był od tego, i ludzie zmawiali, i ona się uśmiechała niekrzywo do mnie, ale widać woli Bożej nie było. — Albo, proszę pana, Maryśka, ta, co gumienny ją wziął, niczego i ta... miała trzysta złotych swoish własnych po ojcu, i odzież bardzo porządną, i sama gładka a rezolutna jakby z miasta. Ta mi nawet była do serca przypadła, i nosiłem jej jabłka i orzechy, i omal co do pierścionków nie przyszło... kiedy gumienny przypadł i zmówił.. Słyszę nawet gadała, że byłaby mnie wolała...
Pomiarkowawszy się Maciek, że zbyt może się rozgadał, zatrzymał się nagle.
— Ale co ja tam pana będę tem nudził!
— Praw Maćku, nic nie szkodzi....
— Ano, już dość, zawołał chłopak — człowiek jak się rozgada, rozmarzy, to mu się potem całą noc mary snują po głowiźnie... a tu już żywej biedy dosyć, żeby jeszcze sobie senną samemu gotować...




W takiem życiu tęskliwem przerywanem chwilami cichego zapomnienia u boku Cazity, płynęły miesiące... Konrad w oczach nikł, sechł i bladnął; postrzegli to wszyscy, że na zdrowiu źle było, ale się ani czuł chorym, ani na cierpienie uskarżał. Świat tylko powoli cały mu obojętniał... ochoty do życia coraz bardziej brakowało.
Cazita coraz dla niego była czulszą, wiedziona jakby przeczuciem jakiemś i obawą. On zawsze równie był w niej zakochany, ale milczący, przygnębiony, jakby zrezygnowany na los, który go spotkał.
Brak zajęcia także przyczyniał się do zwiększenia strapienia. Brał książki do ręki i rzucał, szedł oglądać miasto i wracał nic nie widząc, jeździł z rybakami, a zamyślony na pokładzie przesiedziawszy kilka godzin, budził się, jakby ze snu, gdy nazad do lądu przybili.