Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 2.pdf/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A jeśli W. X. Mość złapią?
— Jużciż mnie nie powieszą — rzekł Xiąże.
— Ale zdespektować mogą.
— Będę miał tulich pod suknią — Wszak niéma Starosty, Kasztellan u siebie, w kamienicy same baby?
— Ale ciżba dworzan, ale oczu tyle, wszyscy tak dobrze W. X. Mość znają rzekł Tomiło. Co na to powié rodzic W. X. Mości?
— Wojewoda wiedziéć nie będzie, prędko podchwycił Janusz, a ty nie pleć przed nikim Tomiło, wara! bo ci niechybnie języka oberznę. Myślisz że się potrafię dostać do środka?
— Jeśli słudzy na kułakach nie wypchną.
— Jużciż puszczą żebraczkę —
— Tego nie wiém — rzekł Tomiło, sam nigdym się do środka nie dostał. >
— Bo tchórz jesteś.
— Ja, M. Xiąże? Ja? Kiedyż W. X. M. złapałeś mnie tchórzem?
— Ot teraz gdy mi odradzasz jedynego sposposobu widzenia się z Xiężną — którego koniecznie potrzebuję.