Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 2.pdf/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Francuz, ja uważałem zaraz po Wasz Mości, żeś wczoraj jak zdjęty z krzyża powrócił i nic nie mówił. Cóż to ci się stało? Przecież to nie tajemnica żadna, zapewne — ? Co WMość o jakiéjś śmierci prawisz?
— Trzeba mi umrzéć! odpowiedział Brożek.
— A toż dla czego? Cóż to jest, mówże wszystko? rzekli przytomni otaczając go. Jak to było? odgroził się kto na WMości, czy co?
— Żebyż się tylko kto odgroził? Ale to.
— Ale cóż?
— Ot tak było, rzekł wreście obsedowany Brożek. Wczoraj WMość posłaliście mnie po wino, bardzo późno, i myślę że już północ być musiała — godzina duchów i zjawisk.
— Cóż się WMości ubrdało! rzekł Francuz gdzieżeś widział jakie zjawisko?
— Zbliżałem się do furtki kamienicy, aby ją otworzyć, gdy ujrzałem —
— Cóż ujrzałeś?
— Drugiego takiego jak ja, z kluczem i dzbanem idącego przede mną? Kto tam? spytałem? A on mi grubym głosem — Idę po wino dla P. Barberjusza — Ja jeszczem się