Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Przezdrowie Waszecine! i Waścinéj żony Pani Katryny i Waścinéj godnéj dziéwki Nastazji i Waścinego domku całego. Co daj Boże!
Byli to mieszczanie w różowych humorach.
Od ulicy, u okna, przy stoliczku spał oparty jeszcze jeden pijak, z czapką na uszach, którego tylko z pod ręki, na któréj się opiérał, długie konopiato-szafraniejące wąsy widać było. Ten który furtkę otwiérał gospodarz, był to człek krępy, rumiany, nizki, w pończochach wełnianych niebieskich, w szlafmycy na łbie łysym, w kaftanie wełnianym rozpuszczonym niedbale, z czerwoną twarzą i nosem jaśniejącym purpurowemi barwy. Była jeszcze jedna osoba w izbie, dziéwka brudna jak śmiecisko, stworzenie chude i brzydkie, wyżółkłe, odarte, rozespane, która wałęsając się od kąta do kąta, zbiérała miski, kubki, talérze, łyżki i wynosiła je do drugiéj izby mrucząc i ziéwając,
Ci dwaj, na których się zaraz, do światła dobrawszy, obejrzał P. Brożek, byli to ludzie gęstéj miny, uczciwie ubrani i nie wyglądający