Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na i zatarłszy ręce zaczął się grzać u węgli, sadzając nogi w żar prawie.
Dwaj jego towarzysze Polacy, byli to młodzi ludzie dobréj miny, oba ubrani w kuntusze i żupany, przy pałaszach, wygolone mieli czupryny, wąsy zawiesiste. Twarze ich mimo jednakiéj powierzchowności na oko, jednakiego, jeśli wolno powiedziéć, stroju, różnego wcale były wyrazu. Młodszego czoło było wysokie, oczy niebieskie, nos rzymski, wąs biały prawie, czupryna w górę, spójrzenie śmiałe, drwiące. Drugiego czoło nizkie, oko zapadłe i szare, nos niekształtny, usta szerokie, wargi grube, suknia na nim jak worek na kołku. Pierwszy zwał się Pan Sumiński, drugi P. Brożek. Oba byli dworzanami Pana Starosty i pomocnikami P. Barbier.
— A daszże nam eo pić, albo i przekąsić? Rzekł Barberjusz do mruczącego zawsze P. Burczaka.
— O téj porze! A toż wszyscy śpią! Zkądże tu co WMości wziąść?
— Jużciż nie chcesz, żebym Panu Staroście