Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W bramach miejskich zaciągano łańcuchy, zamykano ogromne wrota, stawała straż nocna. Pachołkowie obchodzili z hallebardami ulice śpiewając piosnkę znajomą odwieczną:

Mospanie gospodarzu
Siódma na półzegarzu,
Strzeżcie ognia i złodzieja!

Właśnie też złodziejska poczynała się godzina i z szynków podejrzanych blizko złodziejskiego rynku wymykali się przez brudne domostwa, przemyślni oszuści, z kutemi maczugami, nasiekanemi kijami, czatując na obłąkanych po zaułkach przechodniów.
Śniég pruszył a xiężyc wschodził. Na ulicach mimo spóźnionéj dość godziny, nie było ciemno jeszcze.
W ulicy wielkiéj, Chodkiewiczowski pałac stał ciemny, w jedném tylko okienku odtyłu, paliła się świéca żółta, któréj blask przez szklanne w ołów oprawne błony wypadał na ulicę, wrota pałacu jak i wszystkich przedniejszych domostw były już dawno pozamykane na kłódki i poprzecznemi okutemi drą-