Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jak duży talar — Twarz miał bladą, długą, szczęki wyschłe i skóra zmarszczoną pokryte, oczy wpadłe, nos suchy i wystający, usta szérokie, lecz niedojrzane dla cieńkich warg, policzki wpadłe.
Postąpił Ojciec Jan Jezuita i skłonił się i ręce złożył i dał krok i znowu ukłon i jeszcze ukłon, aż go Kasztellan ścisnąwszy za rękę posadził w krześle, którego on tylko cząstką swego ciała zajął, wtuliwszy czapeczkę pod pachę.
— Cóż tam nowego Ojcze? spytał Kasztellan.
— U nas w Collegium nic, rzekł Ojciec Jan. — Wyszedłem na miasto z Socjuszem, który tu do OO. Bernardynów miał interess względem kościelnéj kapelli naszéj; i korzystałem z okoliczności, żeby JW. Panu złożyć powinne uszanowanie i cześć.
— Bardzo Wam dziękuję, rzekł Kasztellan otwarcie; a nie napijecie się co, albo nie zjecie!
Jezuita się pokłonił i jakby mimowoli język jego na usta spalone wyśliznął się.