Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mieszczanie zastanawiali się idąc ulicą, spoglądali na mularzy stojących w fartuchach z kielniami w ręku po dachach kamienicy; głowami kiwali, i mówili do siebie.
— Źle coś panie Macieju koło nas — kiedy tu już fortecę w środku miasta robią.
— Oj źle, Bazyli Iwanowicz, trzeba się nam z miasta wynosić, za nim tu wojna przyjdzie.
I szli daléj niosąc popłoch po mieście. Lecz najniespokojniejsi byli ci, którzy trafem bliżéj kamienicy Chodkiewiczów mieszkali i lękali się żeby niewinną nie padli ofiarą téj wojny domowéj. Ci ze drżeniem poglądali na przygotowania czynione, bledni i milczący, rozpytywali się o liczbę wojsk, która rosła w ustach ludu; smutni, byliby poprzedawali domy swoje za lichą cenę, gdyby się je kto odważył kupować.
Tym czasem P. Barbier przypasawszy sążnistą szpadę, w kapeluszu z piórami, w czarnym płaszczu, kręcąc wąsa, przechodził się po kamienicy, łaził, oglądał, drapał się aż na dachy i wskazywał robotę mularzom. Rozkazał on naprzód podwoić mur od strony