Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 1.pdf/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ne z uszanowaniem popatrzyć. Byleście tu póty byli, zdarzy się wam pewnie ją zobaczyć. Spojrzawszy na nią, nigdybyście nie rzekli, że to kobiéta wychowana w wygodach wszelakich i dostatku, a raczéj słaba niewiasta jaka uboga, bo zdaje się patrząc na nią, że ją wiater wionąwszy z nóg obali, tak wątła i słaba i smukła. Twarz to ma jużci piękną, choć czegoś bardzo smutną, jakby nazajutrz po płaczu, albo w wigilję wielkiéj boleści — Człek na nią popatrzy, to mu się koło serca zwija, jakby się także na łzy (nie wiedziéć czego) zbiérało. Nigdym nie widział jéj jeszcze śmiejącéj się, chyba Xiąże Janusz się pokaże; wówczas zda się ożyje Xiężna, oczy jéj zaświécą i rumieniec na lice wejdzie. I on też, czy kłamie, czy prawda, że się do niéj przywiązał, (bo heretykowi nie wierzyć), ale zda się mocnym ją miłować affektem, serdecznie ją kochać; ba co większa we wszystkiem jéj prawie słucha.
— Lecześmy jeszcze WMości wiele rzeczy opuścili, rzekł Barbier dolewając. Trzeba ci wiedziéć, że JM. X. Radziwiłł po żonie