Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


taj — chociażby na złość drugim. Wstał więc nagle, z miną jakąś zapalonego i zniecierpliwionego człowieka, i pobiegł wprost do gospodarza.
— Pan dobrodziej mi wybaczysz moją otwartość — zawołał głośno — jestem współobywatelem kraju, czasy gorące, sprawy ojczyste wymagają świata i współudziału wszystkich ziomków — nie podobna aby tu o nich w tem zgromadzeniu mowy nie było. Czy ja mam wyrokiem pańskiem, być od współudziału wyłączony... przecież i ja się może przydać mogę, a radbym zbudować się i oświecić.
Stary zmięszał się widocznie.
— Ale — któż waćpanu mógł myśl tę podjąć? — wyjąknął.
— Nikt — rzekł, oglądając się na Rżewskiego Paschalski — ja tylko dla uspokojenia mojego sumienia, postanowiłem zapytać.
Gospodarz skłonił mu się zimno — Paschalski chciał zaraz na swe miejsce powrócić, ale je zastał zajęte przez Rżewskiego, na którego popatrzywszy, stanął tuż przy pannie Anieli jak na straży.
Hrabia Panter, któremu ten natręt równie zawadzał jak córce gospodarza — począł chodzić od jednego do drugiego, spiskując, ażeby przy nim mówiono o rzeczach obojętnych tylko.
Słomiński usiadł wielce markotny... Na twarzy upartego Paschalskiego malowało się zniecierpliwienie i gniew tłumiony. Chwilę dał spokoju towarzystwu — zdawał się namyślać — potem wolnym krokiem, wśród milczenia i szeptów podszedł do gospodarza i przybierając postawę heroiczną, zagaił głośno:
— Chociaż nie mam szczęścia należeć do grona przewódzców naszych, choć na ten raz jestem prostym wyborcą i nieznaczną jednostką. — jako obywatel naszego kraju, śmiem tu wnieść pytanie, czyby,