Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad modrym Dunajem.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zaproszony był i Rżewski, o co się może postarała panna Aniela, nie zapomniano o Troińskim, którego wprowadził inny delegat, wyśmienity człek, idący zawsze za drugiemi, nigdy samopas, bawiący się w Wiedniu wybornie, ubrany po polsku, ale u którego całe pojęcie obowiązków do stroju się ograniczało.
Oprócz tego nadeszło kilku jeszcze z deputacyi, jeden doktor, jeden giełdowy spekulant i jeden elegant, czas spędzający między Operą, Sacherem a Volksgartenem.
Paschalski proszonym nie był, ale wiedział o wieczorze i poradzić sobie na to umiał. Wszedł niby z wizytą na chwilę, zadziwił się pozornie tylu gościom, przepraszać zaczął pana Słomińskiego, że się tu wcisnął jako natręt, i niby zapomniawszy się niechcący — pozostał.
Chociaż wszyscy mu widocznie chłód okazywali, a hrabia Panter od przywitania się odwrócił, Paschalski zagadał, zaśmieszył, kapelusz położył i najcyniczniej w świecie pozostał, nie mieszając się do rozmowy, nie zbliżając się do poważnego areopagu, ale przysiadając tylko do panny.
Widząc go przysuwającego się, panna Aniela zmierzyła wzrokiem surowem, na pytania odpowiadała pół słowami, zbywała go widocznie, ale nie potrafiła ani zmięszać, ani mu dać zrozumieć, ażeby się oddalił, pozostał przy niej jak wkuty. Nie patrzała już nań nawet — ale siedział uparty, pozbyć się go nie było podobna.
Stary spojrzał parę razy na tego intruza, nie bardzo życząc sobie przy nim zagaić sprawę. Wszystkim był nie na rękę, a odprawić go nikt nie umiał, bez awantury. Aniela była w rozpaczy, malowało się to na jej twarzy, spojrzała parę razy na Rżewskiego, jakby u niego szukając ratunku, pan Eliasz instynktem zbliżył się do niej. Za mało go znała, ażeby mu się zwierzyć, ale z obawy o ojca nie wiedziała co począć.