Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Nad Spreą.djvu/8

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Trzeci rozśmiał się, słysząc to.
    Był otyły do zbytku, przysadzisty, mały, okulary miał na oczach wypukłych, policzki jakby wydęte, rumiane. Na szerokiej piersi wstęga burszowska wspaniale mu się rozwijała jak orderowa oznaka.
    — Co ja — rzekł przez zęby szepleniąc — to z wodą żadnych nie mam stosunków i brzydzę się nią, nie piję nigdy — i marynarzem nie mam ochoty być wcale.
    Ramionami wstrząsnął.
    — Br!!
    — Mnie bo się zachciewa tę łódkę odczepić i użyć z wami przejeźdżki wodnej, zrobilibyśmy podróż odkryć, — dokąd też ta paskudna Sprea płynąć może??
    — Słyszałem — odezwał się ospowaty, że wypływa z pewnej praczkarni, w której się pierze cała brudna bielizna pruska i branderburgska, a ścieka tajemnemi drogami do studzien stołecznych, z których ją za źródlaną sprzedają.
    — Dowcip ci się nie udał — rzekł Hänschen. Cóż ty mówisz, Frycu?
    I odwrócił się do tłustego.
    Tłusty śmiał się po cichu.
    — Sprea wypływa z piasku a wpada do błota — mruknął Fryc... Pływają po niej tylko wyrzucone ze śmieciska gałga-