Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Krwawe znamię.djvu/48

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    się łomy, kawały drzewa, resztki rzeźb złoconych. Na mały chór nie było wschodów — on sam wisiał na wpół obalony...
    Z monumentów przodków kilka jeszcze rozpoznać było można, mimo widocznie umyślnego ich poniszczenia. Na tablicach z napisami młotek całe powytłukał wyrazy... w postaciach rzeźbionych ochydne szczerby świętokradzka powybijała ręka.
    Z jednego boku kamienne sklepienie grobowe obaliło się, i przez nie widać było jak czarną przepaść, podziemie, w którem stały trumny... Ale nie poszanowano w nich spoczynku umarłych, szukano znać chciwie przy zwłokach może jakich kosztowności; trumny leżały porozbijane, potrzaskane, pogniłe, w jakichś siwych popiołach z ciał ludzkich... Kasztelanic patrzał w tę głąb z ciekawością... Repeszko drżąc. Przychodziło mu na myśl, że się może sklepienie obalić... i...
    — Ani jednej trumny całej! — zawołał kasztelanic. — Cha! cha!... kiedy ruina to ruina!... Śmierć sobie pohulała, co się zowie... Ale jak ci się to wydaje, panie Repeszko? Ma swój majestat i swą piękność to zniszczenie, hę!...
    Repeszko wcale piękności tej nie rozumiał. Prawdę rzekłszy, obrachowywał w tej chwili, ile z tych trumien cynowych mogli nabywcy wytopić pięknego kruszcu na misy do krupniku i dzbany.
    — Przyznam ci się, — rzekł kasztelanic, siadając na kamieniu i wskazując obok siebie miejsce dosyć niewygodne gościowi, — że na tę kaplicę naszą miałem szczególne projekta, starałem się koniecznie zostać przy fundum w Rabsztyńcach. Myślałem, że wyrestauruję ją, oczyszczę groby, i że tu kiedyś obok moich dziadów stanie trumna dębowa (na cynową mnie nie stać i jak widzisz nazbyt obudza apetyt)... Byłbym tu sobie spokojnie spróchniał obok przodków, co zawsze jest rzeczą przyjemną. Ale tych słodkich nadziei trzeba się pozbyć, a razem i Rabsztyniec.
    Repeszko nic nie odpowiedział, miał minę zafrasowaną, gdy towarzysz jego przybierał osobliwsze