Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Kordecki tom II.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
184





XIV.

Konstancja jak tylko kule polatywać zaczęły, wybiegła z klasztoru na stanowisko swoje, zbiérać szwedzkie orzechy, jak je nazywała. Ale jakże zmieniona! trudno ją dziś było poznać, dawny szał całkiem ją prawie opuścił; opuściła drwiąca wesołość, smutek ponury zastąpił jéj miejsce. Starzy znajomi przypisywali to niepokojowi o świętą górę i jéj losy; strachu jednak wcale po niéj widać nie było; bo się zwijała pod kulami prawie i urągała śmierci. Ale wieczorem odnosząc zebrane orzechy, gdy witała braciszka Pawła u fórty, to nie po staremu piosenką lub żarcikiem, ale jakiémś głuchém westchnieniem. W jéj wejrzeniu pozo-