Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zdziałał, wie świat cały; co ona zrobiła, to ja opowiém.
Razu jednego, był wieczór, słońce zachodziło, żaby skrzeczały, pędzili bydło z pola, Panna Eufrozyna siedziała w oknie i wzdychała; musiała się nieboraczka wywzdychać, bo tyle uczuć nabrała ze starego francuzkiego romansu, że gdyby ich z westchnieniami w świat nie puściła, od tego serceby pęknąć mogło lub przynajmniéj ogromnie spuchnąć.
Siedziała, mówię, w oknie i patrzyła na lud prosty, na pastuchów i bydło, myśląc sobie: jak są szczęśliwi, że miłości zdradliwéj nie znają!
Aż oto szum, trzask, wrzask, jakichś dwóch konnych zajeżdża przed ganek, Panna Eufrozyna od okna od-