Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/59

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Ja się mściłam całe życie — rzekła — ale co ja mogę? czemu ty mocniejsza nademnie nie pomścisz się na nim za mnie i za siebie?... Przecież twój mąż; — bo masz męża... musi znać przeszłość twoję... Każ mu go zabić... zabić!...
    Natalia podniosła głowę nagle.
    — O, gdybym słowo rzekła — odezwała się — nie przebaczyłby!! nie zniósłby tego aby z moją tajemnicą w piersi chodził kto po świecie.
    Zamyśliła się, brwi marszcząc dziko.
    — Uczyń to — krzyknęła żebraczka — ja ci wszystko przebaczę...
    — Któraż ma z nas przebaczyć? — przerwała generałowa — ja czy ty? Która z nas winna... Nie odebrałam ci jego serca, bo on nigdy nie miał go, bo dać nie mógł... Zbójca — zdradził nas obie.
    — Gdybym go zobaczyła na marach — jakby sama do siebie poczęła mówić żebraczka — powróciłabym do lasu, wlazła w dębowe dziupło, przysypała się suchemi liśćmi i zasnęła... Umrzéć mi nawet nie daje!!...
    — A mnie żyć! — wybuchnęła, wstając, generałowa. — Słuchaj, Różo — nie mówmy o tém — dosyć — nie chcę byś się tak włóczyła... Zaléwasz się i pośmiewiskiem jesteś dla ludzi....
    — A no? wielka pani moja — rozśmiała się z ziemi żebraczka — cóż ty mi dasz? pałac? cztéry konie? sługi? wór piéniędzy? Dobraś ty! Myślisz że po całego życia włóczędze z cyganami i złodziejami, usiedziałabym na poduszkach, w okienku z różańcem w ręku! Ale!... mnie w izbie duszno... ja wódkę pić muszę... Pali we wnętrznościach, gdy jéj nie mam. — Wolałabym nie jeść... Jak się spiję, to mi szczęśliwe czasy śnią się, i śpiéwam, i skaczę, i jestem różyczką różową, z wianeczkiem na głowie.... a tak... tom nędzna... w łachmanach. — Spuściła głowę. — Co ty mi poradzisz? Nic — bo to przeznaczone! Tobie koronki ze łzami, mnie łachmany ze śmiéchem. Diabeł-że wié, które gorsze...
    Popatrzyła na siostrę, a potém w długiém stojącém zwierciadle na siebie, i poczęła włosy zeschłą ręką przygładzać...
    — Byłyśmy niegdyś podobne do siebie — a teraz jak wiecheć do strusiego pióra... Jaka ty jeszcze młoda, a jaka ze mnie diablica straszna... A nom się nahulała po świecie...
    Pokiwała głową.
    — A ty? — pytała.