Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/42

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    chciał ją nakazującym ruchem ręki odpędzić precz, szyba naciśnięta z brzękiem pękła w kawałki, i straszliwe to, potworne widmo, głowę wychyliło na pokój — choć kawałami szkła do krwi rozerżnęło szyję...
    — A co? zdechł pies? nie ma psa? dobrodziéju? zdechł? poczęła wołać głośno waryatka.
    Uśpiony już Skórski porwał się jak iskrą jakąś wyrwany ze snu, spojrzał, krzyknął i padł bez przytomności.
    Śmiech rozległ się od okna — i głowa kobiéty znikła...
    Doktór załamawszy ręce krzątał się około chorego. Proboszcz natychmiast wysłał ludzi do ogrodu aby precz odpędzili kobietę, ale, mimo najściślejszego poszukiwania, nigdzie jéj znaléść nie było można...
    Zabobonna czeladź gotowa była utrzymywać, że się to tym panom przywidziało, ale stłuczona szyba świadczyła, iż Cześnikówna się tu w istocie dostała i potrafiła, ze zręcznością właściwą sobie, zbiedz od pogoni lub skryć się gdzieś w kąt taki, gdzie jéj nikt szukać nie mógł.
    Przez cały ten dzień nie było najmniejszéj nadziei utrzymania przy życiu p. Michała... Proboszcz pozostał przy nim, chcąc pochwycić chwilę przytomną i przejednanego z Bogiem na wielką podróż odprawić... Postawiono wszędzie straże do koła, ażeby Cześnikówna docisnąć się znów do domu nie mogła...
    Późno w noc spokojniejszy sen, obudził słabą nadzieję ocalenia. Lekarz go nie odstępował, ksiądz się modlił.. Nazajutrz silna jeszcze natura przemogła, bo to innego może byłoby nieochybnie o śmierć przyprawiło. Lekarz po raz piérwszy powiedział że ma choć słabą nadzieję uratowania chorego... Ale dni kilka nie powracała przytomność i podnieść się nie mógł wcale... Staruszek uspokojony powrócił na probostwo...
    W miesiąc późniéj dowiedział się, iż Skórski niewiadomo dokąd, jak się zdawało, na dłuższy czas wyjechał. W miasteczku téż nie pokazała się już wcale Cześnikówna, a że i po lasach jéj nie spotkano, ktoś wieść rozpuścił, że się utopiła...






    W historyi salonów warszawskich, których sama klassyfikacya niemałą dla ich dziejopisa przedstawiałaby trudność, nie zapisano wcale jednego z najoryginalniejszych w owych czasach. Uległ on temu ła-