Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/38

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Ale muszę.... westchnął staruszek... idzie o duszę człowieka — cóż w porównaniu z nią nędzne moje ciało... Każcie mi wysłać bryczkę... pojadę.
    Ze staruszkiem w takich razach nie było można się sprzeczać, był uparty gdy co postanowił. Kazał się więc organiście i chłopcu podsadzić i pół leżąc, pół siedząc pojechał do Brończéj.
    Przed dworem zawołano sługi aby proboszcza drogą złamanego znieśli. — W ganku ledwie jako tako nogi wyprostowawszy, poszedł, modlitewkę szepcząc, do sypialni.
    Skórski z głową obwiązana i obłożoną leżał na pościeli, podnieść się nie mógł, bo natychmiast porywały go nudności, znak utrząśnięcia mózgu. Z oczów widać było gorączkę. Lecz ta owładywała nim tylko chwilami — wśród niéj przychodziły błyski przytomności. Przy nim siedział stary doktór trzymając go za puls;.. gdy ksiądz wszedł, powstał na palcach.
    — Mój ojcze, rzekł kłaniając się, nie wiem czy tu na teraz możecie mu być pomocni, przytomność przychodzi niekiedy ale i odchodzi téż prędko. Męczyć mu się nie można. Spoczynek najpotrzebniejszy.
    — Cóż mu jest?
    — Fraszka że głowa szkaradnie rozbita, — szepnął lekarz, gorzéj że mózg silnie wstrząśnięty uderzeniem... Jeśli z tego wyjdzie, będzie to wielkiem szczęściem...
    Gdy tak rozmawiali, w pośrodku wielkiego pokoju pocichu, Skórski oczy otworzył, spostrzegł księdza, i coś zaczął prędko mówić a niewyraźnie — ręką niecierpliwie wskazując krzesło przy sobie... Proboszcz siadł przy nim.
    Naówczas chory, ruchem do zrozumienia łatwym, począł prosić doktora by odszedł. Zostali sami. Staruszek nie śmiał pytać.
    Skórski przechylił się ku niemu.
    — Wiécie, mruknął — kobiéta — zemsta — zemsta... ona to... ona.
    Ksiądz pomyślał że majaczy.
    — Daj już tam pokój téj kobiécie... myśl o swéj duszy...
    — Ściągnęła mnie z konia — to ona! nie wierzycie? tak jest...
    Proboszcz zmilczał...
    — Ten szatan pokoju mi nie dawał, aż mi życie wziął... Trzeba byście o tém wiedzieli...
    — To się wam śni — przerwał proboszcz — spocznijcie, odej-