Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/18

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Moja Bogucka... idź, zrób od siebie — rozumiesz... co można... nie żałuj... Ty masz dobre serce...
    Połechtana tém, wybiegła natychmiast panna służąca, już tym razem nawet nie zważając na opalające słońce wiosenne. Lecz gdy z karczmy wypadłszy, szukać poczęła wozu, na którym złożono obłąkaną, już go na miejscu, w którym stał, nieznalazła. Pytała stojących, nikt nie umiał powiedzieć co się z nim stało. — Dopiéro po chwili, rozpatrując się do koła, spostrzegła, że szlachcic troskliwy znać by śpiącéj słońce nie dogrzewało, podjechał z nią pod cień, który rzucała szopa, stojąca niedaleko. Tu sparty plecami o wóz, zamyślony, stał na straży.
    Panna Bogucka musiała pójść do niego. Na widok zbliżającéj się, szlachcic wąsami poruszył niecierpliwie; — trzeba było być bardzo grzeczną.
    — Chciałabym w czém pomódz téj nieszczęśliwéj — odezwała się nadchodząca.
    — A jakże jéj dopomódz? jak? szydersko się uśmiechając rzekł szlachcic...
    — Pan się nią opiekujesz, może byś dla niéj chciał przyjąć...
    — Ale ja się nią nie opiekuje — jako żywo, ofuknął szlachcic — ona się nie da nikomu sobą opiekować; to darmo. Mam litość nad nią... Gdy się przebudzi... wyskoczy z wozu... i tyleście ją widzieli...
    — Choćby lepsze jéj dać okrycie?
    — To je paszarpie i powala, bo się w błoto na noc spać położy.. rzekł szlachcic. Na taką dolę — mówił wzdychając, nawet najtroskliwsza opieka nie pomoże. Zamknąć ją, będzie jeszcze więcéj cierpiała, bo w miejscu usiedzieć nie może. To darmo.
    — Pan ją znasz?
    — Tyle co i waćpanna — odparł szlachcic ponuro. Nie pierwszy ją raz ratuję, bo mam taką naturę, że się do nie swoich rzeczy mięszam nie proszony, gdy mi się serce ściśnie... Ot — stara głupota!
    W tém gdy rozmowa stawać się zaczynała głośniejszą, przebudzona znać nią kobieta, ruszyła się, wyprostowała, odgarnęła włosy z twarzy, i czarnemi oczami powiodła do koła.
    — Wiosna! zawołała śmiejąc się.... Wiosna... zagląda w okienko... aż pachnie. To to już Maj! A ja tu? Na cudzym wozie... Jakim