Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/158

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    we wnętrzu, kazały mu przyspieszyć kroku, aby się co rychléj dostać do celi więzienia... Stróż powoli mu ją otwiérał, a wpuściwszy go, sam pozostał nieruchomy przy progu. — Zakratowane małe okienko, osłonięte tarcicami tak, że tylko z góry wchodziło doń trochę szarego światła, tarczan pokryty siennikiem i grubą kołdrą, stolik i jedno krzesło — składały cały sprzęt izby, któréj piec przy wnijściu rozwalony i zatkany na prędce cegłami, dodawał nędznego pozoru.
    W głębi postrzegł Skórskiego, który z nogami spuszczonemi, z głową na piersi zwieszoną, z rękami obwisłemi siedział na tarczanie, okryty jakimś płaszczem, spadającym mu z ramion. Najeżone włosy, odzież w nieładzie, dawały poznać bezmyślną jakąś rozpacz...
    Nie podniósł z razu nawet oczów na przybywającego, otwarcia drzwi nie zdawał się słyszéć — pozostał tak nieruchomym aż Dygowski zbliżywszy się doń ujął go za dłoń zimną... Dopiéro drgnął i wpatrzył się weń z osłupieniem jakiemś dziwaczném.
    — Panie Michale, zawołał, siadając na przeciw niego Dygowski — widzę cię jakimś zrozpaczonym i bezprzytomnym a potrzebuję się z tobą rozmówić chłodno i rozważnie. Czasu mamy niewiele, zbierz myśli, proszę cię...
    — Co ty chcesz odemnie? wybąknął z trudnością Skórski — to są próżne rzeczy... Niéma o czém mówić już — co się miało stać to się stało... Było napisano.
    — Ale ratować się potrzeba?
    Więzień ruszył ramionami.
    — Na to niéma ratunku, rzekł głucho — na to już niéma żadnego — to darmo... nie mówmy...
    Dygowski, który przy stróżu mówić nie chciał i nie mógł, poszedł mu wcisnąć coś w rękę, aby stał w korytarzu. — Zawahał się nieco, ale mrucząc wysunął po chwili.
    — Mówmy krótko a stanowczo — począł obrońca. — W generale znalazłem niespodziewanie, mimo że zrazu okazywał się zajadłym — powolniejszego niż sądziłem człowieka... Obrona twoja byłaby trudną, chce ci dopomódz...
    (Nachylił się do ucha) — do ucieczki.
    — Któż od swojego losu uciecze? rzekł Skórski... Zresztą dokąd? z czém?
    — Na to wszystko znajdzie się odpowiedź, gdy zechcesz tylko chło-