Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/14

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Nie frasujcie się o nią, mruknął stary szlachcic; znajdzie się samarytanin co i tą niedolą się zaopiekuje... Ubogi nad ubogim...
    Służąca popatrzywszy na mówiącego, całą rozbudzoną ciekawość swą niewieścią skierowała na kobiétę... wpatrując się w nią z razu z roztargnieniem, potém z coraz więcéj natężoną uwagą. Zbliżyła się nawet o ile tylko mogła, aby twarzy lepiéj się przypatrzéć, — i jakieś zdumienie odmalowało się w jéj oczach... Zdawała się nie dowierzać temu co widziała, przetarła oczy parę razy, — i odstąpiła zadumana... z kolei przypatrując się posępnemu szlachcicowi.
    Przysunęła się do niego powoli, ze znacznie jakoś wygrzecznioną twarzą, widocznie w chęci zawiązania rozmowy; lecz szlachcic, który oka niespuszczał z nieszczęśliwéj kobiéty, najmniejszéj do gawędy nie zdawał się miéć ochoty.
    — Pan ją zna tę nieboraczkę? — zapytała.
    Szlachcis spojrzał na pytającą — i potrząsnął tylko głową.
    — Ona tutejsza?..
    I na to nic nie odpowiedział zaczepiony. Ludzie właśnie w téj chwili ująwszy śpiącą za nogi i pod ręce, dosyć ostrożnie, poczynającą się szamotać i bronić, nieśli powoli ku wskazanemu wozowi... Głowa jéj leżała na piersiach jednego z nich, z oczami ciągle zamkniętemi; lecz usta poruszały się i wyrazy niezrozumiałe wyrywały z nich... Uspokoiła się po chwili; — szlachcic ze spuszczoną głową poszedł za niosącymi... Służąca stała i patrzyła z ciekawością, któréj zaspokoić nie mogła.
    Szczęściem, choć powierzchowność jéj wcale nie była przynęcającą, zbliżył się ku niéj palący fajeczkę, ekonomskiéj fiziognomii i postawy podżyły jegomość, i z uśmieszkiem zagadnął.
    — Panna jéj nie zna?
    — Ale jam tu obca i z daleka jedziemy...
    — A ja choć tutejszy — téż nie wiem co za jedna... Panie Chaim — odezwał się do stojącego izraelity. — Cóż to u was tu za komedye znowu?
    Żyd ramionami ruszył.
    — To jest prawdziwe nieszczęście... na mój dom, bo u mnie tylko porządne ludzie bywają...
    — A cóż to za jedna? co za jedna? — zapytała służąca natarczywie.
    — Albo ja tam wiem — flegmatycznie odparł gospodarz, który