Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom II.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

rym literatów popoił aż do nudności, śniadanie jakieś na przypieczętowanie roboty, pobrał prenumerat i biletów pełne kieszenie, otworzył swoje archiwum dla badaczów przeszłości, i zjednał sobie słabych a biednych którzy go poznali po raz pierwszy i to z najlepszej strony. Pani Demborowa rozminąć się nie mogła z admiratorami Plamy, i musiała słuchać tylko donoszących jej, z jaką czcią, podziwem, jest dla niej człowiek którego smutna konieczność uwikłała w proces nieodżałowany!
Wiedząc z jaką kolosalną próżnością miał do czynienia, intrygant postarał się ażeby z litografowanego portretu zrobiono biust muzy i medaljon z jej popiersiem, spoił profesora który mu podyktował czterowiersz do podpisu, i tę ofiarę sam złożył u stóp wahającej się już kobiety. Na śniadanku w angielskiej restauracji zredagowano mu artykuł do gazety, donoszący o tej nowej artystycznej pracy, wydanej kosztem znakomitego amatora literatury i czciciela zasług Beaty, pana Felicjana Plamy. Przejęta grzecznością jego, muza zamilkła, a Emilja uśmiechnęła się po cichu, widząc że mąż jej przyszły tak trafnie sobie począć umie.
Ujęcie Tymla przyszło daleko ciężej, naprzód, że dumny anglik nie łatwo sobie co wmówić dawał, powtóre, jaśniej daleko rzeczy widział od matki i miał w charakterze aż nadto szlachetnej i nieszlachetnej pychy. Ale tu sam nie występując na scenę, Plama przez swych zwolenników w arystokratycznem kółku rehabilitować się zaczął i tańcował koło przyszłego szwagra. Tymlo od niejakiego czasu spotykał go po wszystkich domach w których bywał, nieustannie słyszał mówiących o nim, wreszcie na maleńkich kursach o dziesięć mil od stolicy urządzonych, spotkał się z nim oko w oko.
Nie było sposobu uniknąć go, Plama miał tu trzy konie folbluty, a interes koniarski zobojętnił w Tymlu nienawiść ku intrygantowi.
Nowy dziedzic Demborowa tak ostawił anglika, że od rana do wieczora brzmiały mu w uszach jego po-