Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom II.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

śmiesznego uchodzili dla tej słabostki literackiej, z której się po cichu prześmiewano po kątach. Z drugiej strony uboga literacka gromadka patrzała na nich niedowierzając szczerości powołania i czuła, że poświęcenie szumne tej przybranej braci, było dla nich środkiem tylko, kolorytem, zabawką.
W kółku pani Demborowej, która zręcznie umiała przyswajać literaturze ojczystej niedopieczone myśli zdziecinniałych francuzików, piśmiennictwo grało najważniejszą rolę, a obok niego protegowano religję, zajmowano się uorganizowaniem zakładów dobroczynnych. Niestety! najlepsze chęci, najświętsze zamiary, stawały się zabawką, lub jak u tych panów przypiętym dla zwrócenia oczów kwiatkiem. Ci propagatorowie wiary i szczepiciele dobroczynności tak tchnęli dumą, tak mało myśleli o poprawie własnej, tak się nie starali o cnoty dla siebie, jak gdyby z pogańską dumą i czczem sercem godziło się przystępować do dzieła, które tylko w pokorze chrześcjańskiej, z poświęceniem i zaparciem serdecznem, dokonać można skutecznie. Nie poczynali reformy od siebie, woleli z innego końca zaczynać ją in anima vili.
Szczególnem jednak i wyłączniejszem pani Demborowej zajęciem była literatura i sztuka, rozumie się religijna i katolicka; do otwartego jej domu popłynął strumień ludzi głodnych nowości, radych jeśli tam co śmielszego się znajdzie, zresztą zwabionych wdziękami muzy i jej córki. Obie tak były piękne, a duma Emilji miała drażniąc siłę pociągającą! Z razu ufundowanie literackich wieczorów poszło bardzo łatwo, salon naszej pani Demborowej był wygodny, gospodyni uprzejma, zresztą nowość sama przyciągała, ale powodzenie pani Demborowej wnet obudziło zazdrość i wywołało nieprzyjaźń. Dopóki siedząc na wsi odzywała się zdaleka, Beata z Demborowa liczyła samych przyjaciół i wielbicieli, tu po chwilce rozpatrzenia, zaczęły się wyrabiać opozycje i znajdować niechętni. — Naprzeciw nich stawał wprawdzie gęsty hufiec przyjazny adoratorów muzy, którzyby się za nią dali porąbać scyzorykami i